Co z oczów, to z serca, no z jednym wyjątkiem.

O wyjątku napiszę od razu. Cukierasy. One nawet jak z oczu, to w sercu są jak, no nie wiem jak co….Jak cukierasy!

A teraz opowieść.

Jak wiecie, mieszkamy tera u Bapci i Dziadka. Trochę mają nas dość, mnie szczególnie, bo trzeba do mnie się schylać i posikuję na podłogę a oni zdrowia do tego nie mają za bardzo, się za nami czołgać i wycierać.

Jeszcze musimy tu pomieszkać, jeszcze nie mamy dokąd jechać no i zaraza zamkła granice.

Duzi nas więc chcieli odwiedzić, no bo zaraz może zupełnie zamkną granice, bo nie wiadomo co będzie i kiedy. No i przyjechali, wydezynfekowali się pięknie, odparowali smród dezynfekcji i ruszyli do nas.

Ja se siedziałam pod łóżkiem, bo tam lubię i ucieszyłam się na widok Dużej.

Zuzanna się skryła za telewizor  i łypała ostrożnie.

W sumie nie tęskniłam, bo mam tu Fszytsko, nawet przekąski z truflami, choć mnie one nie obchodzą.

Tak więc co z oczuf, to z serca, siedziałam sobie na kocu i bawiłam się frędzlami. Dobrze mi tu. Zuzannie też wcale nieźle.

Ale się ucieszyłam, bo Duża i Duży to jakby wielka puszka z cukierasami, maszyna do drapania policzków i puszka musu poesie z kaczkom w jednym.

Taka kombinacja to nigdy z serca mi nie wyjdzie. No to rozwrzeszczałam się z uciechy, Duża się zachwyciła, że z miłości a ja tę puszkę w oczach miałam.

Zapowiadał się fajny dzień, więcej ręców do drapania, nowe zabawy, nowy mus podany pod piegowaty nos.

Coś jednak śmierdziało, Bapcia mówi, że to dywan przeze mnie śmierdzi. Ale według mnie za dużo piękności miał ten dzień. Czujnie obczajałam spod koca. No i się stało.

Wykąpali mnie!!!! Cały zad!!!!! I obcięli pazury!!!! Po to jechali z innego kraju? Po to? Podłość i żadnych cudzoziemskich cukierasów nie dali!

Darłam się i mam nadzieję, że do dziesiątego piętra mnie słyszeli. Lepiej niech mi zejdą z oczu. W sercu zachowam mus i cukierasy. Bapcia by mi tego nie zrobiła.

Zuzanna lepiej na tym wyszła – wczołgali się do niej, karmili frykasami, drapali i piszczeli z uciechy  jak ona zaszczekała radośnie i pokazała kieł.

Zuzanna mówi, że lepiej nie oczekiwać za dużo i się skryć taktycznie.

No nic, już się umyłam po kąpieli i wiem, że Duża ma obolałe serce od mych wrzasków i kupiła nam DUŻO tego najlepszego, co lubimy. Niebawem kurier nam przyniesie.

Może jednak zachowam Dużych w sercu. Może.

Zdrowi bądźcie.

 

2 thoughts on “Co z oczów, to z serca, no z jednym wyjątkiem.

Dodaj komentarz