Minimalizm, czyli ratunku.

Jestem cały czas na diecie, jeszcze dostaję kapsuły syfiate, moje siki były znów badane, nie są lepsze, wszyscy się martwią okropnie, bo nie wiadomo czemu się ten mój pęcherz nie chce naprawiać.

Sikam, sikam i sikam. Podobno to i tak dobrze, bo lepiej, żeby więcej pić i sikać, jak ma się popsuty pęcherz.

Mam wielki materac do spania ale wolę spać na pohowce. Pohovka to jest taka kanapa, ale nie jest odporna na siki, jest więc obłożona podkładami i kocykami, nie ma miejsca na Dużych. Śpię jak aniołek. Aż się obudzę i wrzeszczę o jedzenie i o spanie tym razem w łóżku. I sikam.

Dostaję Fszytsko, co chcę, zabawki, laserki, jak jest słońce to się grzeję na balkonie, cukierasy mam, brakuje mi tylko zdrowego pęcherza.

Dziś rano jednak brakowało mi jeszcze czegoś ważnego, popaczcie:

Woda była, czysta, piękna ale musiałam drzeć się od świtu. Chyba się nie dziwicie. Mam popsuty pęcherz i pusty brzuszek.

Chciałam, żebyście wiedzieli, pożałowali, powiedzieli, że mam źle i że mam dostać Fszytsko.

9 thoughts on “Minimalizm, czyli ratunku.

Dodaj komentarz