O szczęściu na nowy rok przypowiastka.

Na nowy rok mam dla Was życzenia życzliwości. Bo ostatnio cholernie jej brakowało wobec zwierząt i ludzi. No lecimy – życzliwego 2019 roku życzą Kiwi w pieluszce po lewej i Paragraf vel Czykita po prawej.

A teraz pod ten nowy rok  dalszy ciąg o szczęściu, obiecałem, że będzie fkrótce i jest:

Jakbym tak Was zapytał o taki szczęśliwy moment, jakiś taki przebłysk, coś jakby się Wam wór z kaczusią nagle rozsypał przed nosem, taka chwila wjelce wyjątkowa i piękna, to co byście wspomnieli?

Duża se wspomina, jak ileś lat temu spotkała pod wiejskim sklepem i barem starszego kocura, takiego ichniejszego Morfeusza. Wielce był fajny, siedział w sklepie, dostawał jeść, ludzie go głaskali. Nikomu nie przeszkadzało, że siedział koło kasy, miał stamtąd oko na regał z chrupami i pasztetami, dobrze to wykombinował. Co kto popaczył na kota, widział kocie żarcie i mu kupował, cwany układ!


Potem minęły dwa lata. Sklep był nadal taki sam, te same ławki, bar i pan, co tam rządził w sklepie i w barze naraz. A kota nie było dzień, drugi. Dużej zrobiło się markotno, że kocur Tigerinio czy tam Tininho zniknął. Ale NIE, wylazł zza płotu i podreptał do sklepu po almoço czy coś, znaczy po obiad. Chudszy był, taki wymięty i jak ja dziadowaty. Ale był, jadł, siedział w słońcu.


I znowu czas mijał, dużo czasu.

Duzi marzyli o tym sklepie i wiosce. W końcu się udało, pojechali, w sumie dziwne, taki kawał świata, żeby obczajać koty, psy, schronisko, miejsca, co w nich nie ma turystów a są dziwne pająki na przykład i słowa się nie da zrozumieć, taki dziwny język. Ale dobra, jednego bawi poduszka z ziołami, drugiego wiejski bar na środku wjelkiego oceanu.

No nic, pojechali, zwyczajowo oblecieli stare kąty, co tam się zmieniło, co nowego, kiedy autobus jedzie. No i ten sklep. W sklepie spokój, czas się zatrzymał, zawsze to samo radio, ławki z dżewa, ludzie czytają gazety, ot takie tam na końcu świata.

Koty młode wypatrzyli, Tigerinia nie było. Uparcie i wciąż go nie było. Dni mijały, poznali inne psy, inne koty, zaglądali pod ławki przed barem i nic. Zupełne nic. Nosili pasztety w plecaku, bo jakby przyszedł, jakby się znalazł. Nie zapytali w sklepie, Duża się bała zapytać. Bo jakby jej cała magia tego miejsca uleciała. Siedziała na ławce i jakoś tak jej było dziwnie.
Dobrze, że tym razem byli tam nieco dłużej, znaczy ja żem był dłużej u Babci i Dziadka na wakacjach. Było git, żarliśmy na potęgę i terroryzowaliśmy Fszytskich, ale ja nie o tym.

No więc Duzi byli tam dłużej i jednego dnia Tigerinio wylazł zza rogu, ten sam, nie że inny, Duża obczaiła dokładnie – no on! I tuściejszy, jakby młodszy, głodny, bo od razu do sklepu polazł. Duża wyprzedziła go z pasztetem w dłoni. Nie ma co – podobała mu się ta uprzejmość, pożarł.

I Dużej uradowała się dusza i świat zakręcił się ze szczęścia. Od widoku starego kota w wiejskim sklepie.

Życzę Wam Fszytskim takich momentów wiele, samych dobrych i życzliwych dni szczęśliwych.

8 thoughts on “O szczęściu na nowy rok przypowiastka.

  1. Piękna historia .
    A u nas jest taki sklepik-kiosk. Rządzi tam niejaki Kropek od kilku lat . Przyszedł i zamieszkał, ma swoje pudło, legowisko, budkę za zewnątrz.
    Jakiś czas temu zmienił się właściciel, wiele osób było zaniepokojonych co z kotkiem , ale Kropek został, dorobił sie kolejnego posłanka i michy 🙂
    Można? Można. Tylko trochę trzeba chcieć.

  2. Żem się wzruszyła. Fajnych masz tych Dużych. I ty też fajny jesteś :*. Pomyślę nad szczęściem i coś może wymyślę, to napiszę. Słowo.

  3. Przepiękna opowieść noworoczna 🙂
    A my życzymy Dużym, kociej bandzie i pacjentom szczęścia każdego dnia tego roku 🙂

  4. Piękna i wzruszająca historia,naszej Dużej się oczy spociły.
    Życzymy Wam samych dobrych chwil i wspomnień w życiu.
    Samych dobrych ludzi wokół i wszystkiego co najlepsze
    Zdrowia bo ono najważniejsze 🙂
    wiejskie łobuzy się kłaniają

Dodaj komentarz