Jak zostać fachowcem i się nie spocić.

Duża mówi, że teraz każdy chce się czegoś uczyć, że ludzie szukają wiedzy, czasami nawet zawodu się uczą, takiego prawdziwie zawodowego z numerem i dyplomem. Żem myślał, że jak jest taki papier, znaczy dyplom  z pieczęcią i numerem i jak to ma jeszcze jakieś ministerstwo wspomniane, to to jest mega poważna rzecz.

Nie jest jak się okazuje.

Duża uczyła kiedyś w takiej szkole, miała nie generować znaczy nie robić problemów, przepuszczać wszystkich jak leci i nie utrudniać. Bardzo się zawiodła, bo nie wiedziała, że będzie musiała taką lipę odstawić a to szkoła narzucała takie zasady.

Potem druga szkoła, też zawód z numerem i się okazało, i to było oficjalnie i na piśmie, że uczniowie mogą przyjść raz na semester czy tam półrocze i mają wtedy zaliczyć bez gadania bez pracy pisemnej czy czegokolwiek, że Duża ma się nie czepiać, bo się zniechęcą i nie pójdą dalej się „uczyć” = nie zapłacą szkole monet.  Duża odpuściła od razu.

Kurna, kiepskie to strasznie. Wiecie co, czasem właśnie te wyśmiewane kursy korespondencyjne są lepsze, takie dwa Duża robiła w znanej szkole na „C”, jakieś trudne słowo – Coape.

Tam pisała dużo, poprawiać musiała, wyjaśniać, dogrywać, by jak najwięcej się dowiedzieć i naumieć. I się nie obraziła za to, że ktoś wymaga. I do dziś czasem wraca do tych swoich prac, co są o psach i kotach.

A teraz się Duża też przez listy i internet języka uczy i zadania odrabia i musi błędy poprawiać i też się nie obraża. Kurczę, przecież się chce nauczyć a nie zbierać te zeszyty, co pocztą przychodzą i wtykać w segregator.

Każdy tera chce samorozwoju a w sumie to jest jakiś handel papierami z fikuśnymi pieczęciami. Ja tam namawiam – wymagajcie od tych szkół i niech one też wymagają. Bo strach się będzie niebawem spotkać tymi fachowcami, co dwa razy na rok na zajęciach byli.

A tu ja: też studiuję i nie narzekam na wymagania.