
Dzień Kota, przegapiłem. Sporo przegapiłem. Ale trzeba było pilnować dziada Motyi.
Najpierw, nie bacząc na porę roku (znaczy było mu wszystko jedno, że jest zima), rozpoczął hodowanie grzyba na łbie. Maściom i nacieraniom nie było końca. A ile preparatów dostał, całą półkę.
Grzyb się pożegnał (chyba), ale za to Motya wyłysiał w innych miejscach i znów wet się zastanawiał, co to takie.
Starość to jest, to na pewno, ale niech sobie będzie łysy, byle zdrowy i zadowolony.
A jak się skończyło? Kapielą na grzyba i na swędzenie, a to wszystko u weta.
Spa miał piękne, pachnący wyszedł z tego a Duża zabijała w tym czasie planetę trzymając auto odpalone z ogrzewaniem, żeby Motyi ciepło było, jak będą wracać. Bo zima wróciła.
To były Walentynki – nawet u weta panie miały bluzy w pieski i w serduszka. No nic, Motya wrócił, pachniał.
Miało to też inny, głębszy sens, to kąpanie. Czekaliśmy na gościa z BARDZO daleka. Z BARDZO daleka.
Pamiętacie? Jak Motyę znaleźli, mieszkał u pani Inny. Dbała o niego, leczyła, na rękach nosiła. To ona ten wiersz o starym kocie dała przy zdjęciu dziada, to dzieki niej Duża ma Motyę.
Kramatorsk – 2000 km od nas. Tam słychać strzały, tam okna im się czasem trzęsą od tego. Ludzie wyjeżdżają, jak jest spokojniej wracają, ale nie ma tam normalnego życia. Są zwierzęta. Porzucone, wyrzucone, różnie bywa. Ktoś musi z nimi zostać, ratować, kastrować, leczyć i DOMÓW szukać.
Rozgadałem się. Z bardzo daleka przyjechała Inna zobaczyć swojego Motyę, wyobrażacie sobie?
2000 km, albo i więcej, bo droga przez Kijów wiodła. Prawie trzy dni jazdy pociągami. No dobra, ma tu rodzinę i to już było kawałeczek od nas, dwie godziny a nie dwa dni jazdy, więc się dogadały Duże i spotkały, jakby się od lat znały. Naprawdę niebywałe.
I przywiozła Inna Dużym мішок подарунків, znaczy worek darków podarków. Smacznieńkich, mniam, dla kota też coś było.
Motya spał, obudził się, mruczał. Inna nosiła go na rękach i chyba był zadowolony. Pies by się pewnie cieszył inaczej, ale przecież musiał Motya ją pamiętać, no musiał. Gotowała mu mJenso i dobrotki. Tego się nie zapomina. Ja bym nie zapomniał.
Wiecie, teraz mam dwa zadania.
Numer jeden – planować już spotkanie Dużych w lecie, bo trzeba myśleć, że będzie lepiej.
Numer dwa – pokazywać Wam koty stamtoNT, ja wiem, daleko, ale może jakiś Motya znajdzie dom?
Zwierzaki tam zadbane, wyleczone, czasem nawet do krajów jak Hiszpania czy Włochy trafiają, często jadą do spokojniejszych miast Ukrainy. Może pojadą do kogoś w Polsce?
Ja już wiem, kogo Wam pokażę następnym razem.
Trzymajcie się plam słońca.
7 Responses
Dobrze że Motya pozbył się grzyba. Panią Motya na pewno pamięta po swojemu, po kociemu. Już tego kota pokochałem. Będę czekał na dalsze opowieści szczególnie te wiosenno letnie. Wiosna meteorologiczna za 9 dnia. Wyglaskajcie Motyę ode mnie.
Dziękujemy, głaszczemy 🙂
Miszczu Morfie czekam bardzo zaciekawiona kogo nam przedstawisz następnym razem.
Motya kochany dużo , dużo zdrowia dla Ciebie i wielu ciepłych plam słońca do wygrzewania się w nich wspaniały Seniorku ✊✊❤️
No zbieramy dane ale Motya musi się wyspać:)
Ale Motya miałeś mile spotkanie ❤️❤️❤️ dobrze Chlopie trafiłeś ❤️ my też kiedyś walczyli z takimi grzybem czy coś. I też były mega plamy łyse i też my się kąpali ale nie tak jak Ty w spa tylko w domu no także nieprofesjonalnie
Zdrówka Motya-grzybki najlepsze są w lesie ,na koteczkach są zbędne. dobrze że Twoja pierwsza pani przyjechała i widzieliście się obydwoje. Czekamy na resztę wieści oraz prezentacje kocich bied,może któremuś się poszczęści.
Za serce łapie to piękne pisanie… Dziękuję.