Svalovec, czyli znów kłopoty.

Dziś będzie dużo obrazków, żebyście mnie żałowali.

Najpierw zgrzytnęło zamykanie kontenerka, potem winda powiedziała „patro tři” no i spociły mi się stopy, to jest znak, że coś się dzieje.

Wyjrzałam z kontenera i co?

no to pięknie, jeszcze mi brzuch nie zarósł i znowu ogolą. No i ogolili, zaglądali w pęcherz przez brzuch i nie podobało im się to, co widzą, coś mi się gromadzi znowu.

Mi pociły się stopy.

No przecież jem jak powinnam, dużo piję, sikam ile wlezie, no więcej nie dam rady zrobić. No nie dam.

Złapałam się stołu rękami i nie chciałam puścić i pani doktor z uznaniem powiedziała „a to svalovec”, że mam takie mięśnie jak stal i Pudzian taki ze mnie.

W domu dostałam pocieszanki – fikuśny przysmak w kształcie myszy a w środku takie mleczne:

ale TO było najlepsze!

Zjadłam trochę tego białego i byłam zadowolona. Cieszy mnie też, że mamy gniazdo dużego gołębia na drzewie, blisko okna, jest nadzieja na ciekawe programy. Na razie widać dupsko od gołębia, jak siedzi.

Poczekam na jakąś akcję.

Pożałujcie mnie.

5 thoughts on “Svalovec, czyli znów kłopoty.

  1. Czykitko kofffana
    Ojojoj co to tam znowu w pęcherzu się schowało.
    Może żurawinowego soku popij jak u nas Koty.
    Będzie dobrze bo musi i dzierżymy kciuki za Twoje zdrówko.
    Jej jak dobrze że po wycieczce do weta były smaczne pocieszajki.
    Miziamy Cię mocno kochana dzielna
    Czykitko❤

  2. Oj biedulo, Ty, niech choć wynagrodzą te cierpienia przysmakami..
    Trzymamy kciuki by się szybko wyleczyło

  3. Bidulko! Współczuję. Ten pęcherz to paskudna sprawa u ludzi i u zwierząt
    Wzruszyły mnie pocące się stópki ♥️
    Trzymaj się Czykito kochana!

Pozostaw odpowiedź Trzy.koty Anuluj pisanie odpowiedzi