Życie to serfing.

albo surfing. Znaczy pływanie po wzburzonych falach na kawałku deski z żaglem i z mokrym tyłkiem w gumowym wdzianku.

Taka piosenka była, że życie to taka zabawa kiepska w sumie, tyłek idzie zamoczyć i sól w gębie. A może też o to chodzi, że ktoś to lubi i jest git, jak ma mokry zad?

A ja miałem serfing. Duża pojechała na tydzień do kraju spokojnego, miłego, mje tam zwą roztomilé koťátko, to chyba milusio.

Dużej się tam podoba i chciała se z Dużym odpocząć. Ode mje pewnie. Ale nie ma tak dobrze.

No i pojechała. Ja żem doprowadził Matkę Z. do serfingu nerwów, bo się pochorowałem w cholerę ciężko, nie jadłem, kupę miałem jak szpinak, zimny byłem jak tyłek surfera, skończyło się jedzeniem szczykawką, wetem, kroplówką i przyjazdem Dużej przed czasem.

Dużej załamanej i widzącej mje na cmętarzu, tak jak Babę Milejdi kiedyś a potem w małej skrzynce dębowej na regale.

Karmili mje nadal szczykawką, dostałem leki na jelita i żółciowe trakty i mje się polepszyło stopniowo, a przełomowy był dzień, jak Duża mje czymś wkurzyła i ją użarłem zacnie, bo żem do sił wrócił, trzasnąłem Zuzannie z liścia, nasr…łem gdzie się da i żarłem jak wściekły, ale tylko nowe karmy, okradając przy tym pacjentkę Heniutkę  z jej chrup, ale Duża już odkupiła.

To był mój serfing. Tera jestem na fali i mje dobrze w jelita i jem. Duża spokojniejsza i nie rozmyśla o cmęntarzu. Matka Z. też jakby zrelaksowana bardziej.

To pomyślnych wjatrów i żeby my byli długo na fali.

 

 

5 thoughts on “Życie to serfing.

  1. Morf no można zawału dostać czytając co to się działo.
    Rzut obornikiem zostaw rolnikom kochany.
    Bądź na fali zdrowia
    Kochamy Cię mocno

Dodaj komentarz