Spóźnione, szczere, czyli przypowieść na nowy rok.

Miałam Wam opowiedzieć wielce pouczającą i budującą historię, taki kołczing na maksa.

Miało to być na nowy rok, żeby Was podbudować, ale oczywiście mi się nie udało.

Zamilkłam, bo mi obrzękła krtań. Straciłam głos, gęba się otwarła, głos się nie wydobył. Skrzeczałam, ale za cicho, nie wynosili mnie nocą na spacerki w pudełku zwanym krabičką. Spali a ja skrzeczałam bezgłośnie.

Zaczęło się rano, jak usłyszeli ten skrzek i się przejęli. Duża mnie omacała, opsłuchała, rozwarła mi paszczę i mówi, że nic się złego nie dzieje. A głosu brak. Potem wetknęła mi termometr i nawet wtedy nie wrzasnęłam. To Dużymi wstrząsnęło i skończyło się iściem do weta. Iściem, bo poszli, nie pojechali, bo auto  było u autoweta. O tym będzie dalej.

Wetka się ucieszyła na mój widok i że jestem taka chytrá, znaczy sprytna, bo się ciekawie rozglądałam za monitorem od usg. USG nie robili, ale i tak wyszło, że nic mi nie jest, tylko głos zginął. Otok hrtanu, obrzęk krtani, szlachetnie mnie coś uczuliło. Wracaliśmy od weta też na piechotę, nawet mi się podobało, rozglądałam się i było ciekawie.

Teraz wrócę do auta. Było zimno i nie działały spryskiwacze. Nawet pompka nie mruczała, cisza, jak ja z obrzękiem krtani. Duża sprawdzała, że jej, tej pompki nie słychać, że coś siadło w niej. No nic, znalazła jakoś między świętami cudem autoweta, co miał miejsce i zostawiła tam auto. Pompka milczała.

Rano ja odzyskałam głos i jęczałam już prawie jak ja normalnie, a pan z serwisu oznajmił Dużej, że jej odpadło jakieś wieczko od płynu do pryskania. Do pojemnika na płyn wpadł śnieg z szyby i zamarzł i wszystko kompletnie zamarzło a teraz już rozmarzło i jest git. Pan sugerował wymyślenie jakiegoś wieczka, Duża wzięła silikonową nakładkę na ogórek czy inny słoik i z pomocą pana oraz šroubováka, czyli śrubokrętu wybudowała nowe wieczko. Bo samego wieczka się nie kupi. Pół auta trzeba rozebrać i nowy pojemnik dać. Z wieczkiem.

A jaki morał?

Jak już pojawi się jakiś problem, to niech będzie tak mały i tak prosty do rozwiązania, jak nasza przygoda z wieczkiem i moja z krtanią.

I tani, bo Duża już widziała ileś zer w rachunku, jak to u weta i autoweta bywa zwyczajem.

Nie martfcie się na zapas, mówię to głośno (bo mam nieopuchłą krtań) i wyraźnie (bo widzę przez szybę, bo spryskiwacze działają).

Dobrego roku.

10 thoughts on “Spóźnione, szczere, czyli przypowieść na nowy rok.

  1. Dla Dużych wszystkiego najlepszego dla kociastych zdrowia i niech się Duże starają.A u nas dobry bezład i nasze duże po 40 latach pracy mają miejsce emerytury.Cokolwiek to dla nas znaczy.Żwirek musi być i puchy też.No i wet też bo szarusia ma leki I jest chora i szczocha gdzie się da.A cała nasza 6 musi mieć wszystko co się nam należy a Duże niech jedzą makaron z pesto bo lubią.Buziaczki dla Was

    1. muszą karmić, muszą dbać. Jak coś, muszą i chudy twaróg jeść. Trzymajcie się zdrowo i czasem dorzućcie do pesto coś jeszcze 🙂

    1. OOOO jest mi miło, zadowolona żem jest aż mi w sercu ciepło, jakbym się napchała tych cukierasów dla kociąt 🙂 Czykita.

  2. Czikitko autko to autko-rzecz nabyta ale Twój głos – był NAJWAŻNIEJSZY. Zdrówka i Wszystkiego co NAJLEPSZE dla tych z sierscią i bez siersci.

Dodaj komentarz